945.

Nie mogę przestać myśleć o tym wpisie, jak i o innych, głównie o tych na temat pracy. Wszystko trafione w punkt. Zagina mnie myśl, że nigdy nie wyrwę się z otoczki kłamstw. Taka jest prawda, całe życie trzeba grać kogoś kim się nie jest;  inaczej istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostaniemy odrzuceni, towarzysko czy zawodowo (nawet już na rozmowie kwalifikacyjnej). Trudno znaleźć swoich ludzi w realnym świecie, bo nigdy nie wiemy, kto podobnie postrzega rzeczywistość lub zmaga się z podobnymi problemami, więc musimy być ostrożni i dostosowywać się do sytuacji czy towarzystwa, w którym przyszło nam bytować.

Całe życie staram się z tym walczyć i coś się we mnie zapada, gdy na trzeźwo (w sensie bez emocji, bo nieprzerwanie bardziej ze mnie abstynentka niż alkoholik) uświadomię sobie, że nigdy nie ominę z tych drobnych kłamstewek, jeśli chcę przetrwać, mieć za co zapłacić rachunki, czy mieć do kogo otworzyć usta. To głupie, mieć w sobie od zawsze poczucie niedopasowania, a jednak tak jest. W młodości można jeszcze uznać to za bunt. Nie chcemy być jak inni, więc próbujemy być inni, ale gdy dorosłość wkracza, zaczyna się problem, bo jak nie masz pieniędzy ani dobrych znajomości, nie masz co liczyć na wolność i możliwość życia po swojemu, odcinając się od niepasującej reszty. Bez pieniędzy musisz walczyć o pracę i o ludzi, a i tak jesteś nieszczęśliwy i zestresowany, albo wybierasz klepanie biedy i życie w samotności, a i tak jesteś nieszczęśliwy i zestresowany.

Zawsze chciałam wygrać z tym światem, ale jest we mnie tyle niechęci do panujących tu zasad, że ani nie potrafię stoczyć porządnej walki, ani się dostosować. Co robię w związku z tym? Nic nie robię. Zwyczajnie się poddałam. Oczywiście udaję, że jest inaczej, bo nie wolno przyznawać się do porażki, bo nikt nie pogłaszcze po głowie, nie wspomoże, nie wesprze słowem. Z kim bym nie rozmawiała (nie wliczając w to moich poznanych przez internet  znajomych), rozpoczyna się gównoburza i uświadamianie, że z takim podejście i bycie tym, kim jestem nic się nie zmieni. Prawda. Już na początku jestem na przegranej pozycji, więc jaki jest sens się starać? Po co, na co, dlaczego, dla kogo? Moje podejście to po prostu ja, więc nie akceptujcie mnie. Nie zmienię się z dnia na dzień, a nawet nie widzę sensu w tym, by podejmować tę trudną walkę przemiany tylko po to, aby dogodzić temu światu.

Nastał gorący sierpień i gorące noce, które powinny być pełne wspomnień, ale nie są. Ciągle nie mogę położyć się spać tego samego dnia, którego wstaję. Codziennie ćwiczenia nie sprawiają, że jestem w stanie pozbyć się z siebie  złej energii i potoku myśli. Wkurza mnie to.

Opublikowano personal | Otagowano , , | Skomentuj

944. Przeszłość kontra przyszłość.

Próbuję o tym napisać od miesięcy, a może nawet od lat, ale gdy już zasiądę przed otwartą stroną, nic nie wychodzi spod moich palców, więc skaczę od strony do strony, marnuję czas w internecie na tysiąc różnych sposobów, bo wydaje mi się, że już zapomniałam, że po całym dniu kłucia w klatce piersiowej mi przeszło, bo nie chcę przerabiać tego od nowa. Wieczór mija, kładę się spać, a bezsenność zagląda do moich oczu i nie pozwala ich zmrużyć, bo myślę, ciągle o tym myślę. Czasem uświadamiam sobie z przerażeniem, że pewne rzeczy nigdy nie giną, niezależnie od tego jak bardzo odpychamy je od siebie. Ciągle oddalam od siebie tę historię, jakby nigdy niewypowiedziane słowa miały mnie nie dopaść, ale znowu to robię, płynnie snuję niekończący się monolog przed snem, tłumaczę samej sobie wszystkie prawdy, które wyznaję, a potem zwracam się do kogoś innego, wyimaginowanego, wiedząc, że mówienie do siebie nie zastąpi mówienia komuś. Próbuję uporządkować w całość wszystkie lata, o których nie potrafię zapomnieć, bo nie chcę zapomnieć o czymś dobrym, ale tak naprawdę to historia, która nie obchodzi już nikogo poza mną. Stała się subiektywnym wspomnieniem, które może mieć niewiele wspólnego z prawdą i to mnie w pewien sposób dodatkowo dobija. Zawsze chciałam odkryć prawdę, wierząc, że “prawda nas wyzwoli”, ale im bardziej szukam, tym mniej rozumiem. Chciałabym napisać o tym, dlaczego wszyscy ci, którzy ostrzegali, że “na starość” będę żałować, mieli trochę racji, choć wiem, że wtedy nie mogłam postąpić inaczej w żadnej z tamtych sytuacji. Przeraża mnie, że mogę nigdy nie uwolnić się od tego uczucia, a przecież to nieprawda, bo nie raz żyłam tak, jakbym nie miała przeszłości. Przecież przeszłości nie ma. Przeszłość już nie istnieje. I chyba trudniej przełknąć mi tę myśl, że nie jesteśmy już tamtymi osobami, a łączący nas sentyment nie sprawi, że będziesz chciał zobaczyć mnie tak bardzo jak ja ciebie. Czekam na to aż zapomnę lub na to aż przypomnisz sobie, że czekam. (Choć może tak ma być, nie ma cię, bo nie dałoby się znieść tego, co chciałabym z siebie wyrzucić.) W zamian od czasu do czasu pojawiają się w moim życiu ludzie obcy, którzy pukają do moich drzwi, a ja z bezsilności trzymam je zamknięte, by po kilku tygodniach zrozumieć, że mogła to być moja szansa na ratunek lub chwilowe złagodzenie bólu istnienie (och, jak to “werterowsko” brzmi), bo przecież nie przygniata mnie tylko przeszłość, ale cała nieprzychylna teraźniejszość. Podziwiam ich odwagę zwrócenia się ku mnie, ale nie mogę im otworzyć jednocześnie ostrzegając, że ciągle jestem bałaganem, w który prędzej czy później zgubią się i oni. Zawsze myślę o tym, że najpierw chciałabym uzdrowić siebie i znaleźć miejsce, które nie będzie wysysać ze mnie energii, a dopiero potem budować zdrowe, pozytywne relacje z innymi, ale pojawia się we mnie myśl, że to może nie nastąpić nigdy, bo zwyczajnie nie zdążę, albo będę za głupia, aby zauważyć, że proces przemiany dobiegł końca. (To syndrom wiecznego oszukiwania siebie i otoczenia, to nie mówienie innym niewygodnej prawdy o swoich uczuciach, aby nie zostać skarconym za brak pozytywnego myślenia.) Wtedy myślę, że powinnam ryzykować, jak choćby przed rokiem, nie martwiąc się tym, że później będą ofiary. Tymczasem mam wrażenie, że powtarzam właśnie zeszłoroczne cholerne lato, bo niektóre sytuacje wydają się identyczne i aż mi słabo, więc zatrzaskuję drzwi do siebie i udaję, że wyprowadziłam się na inną planetę. Piszą do mnie ludzie, którzy wtedy strasznie namieszali, więc myślę sobie, tak będzie lepiej dla wszystkich, jeśli ułatwię wam w zapomnieniu o tym, że istnieję.
Wiecie, ostatnio słuchałam wykładów mądrych osób na tematy przeróżne i usłyszałam o ludziach, którzy żyją w przeszłości i przyszłości. Godzinami żyją w nieistniejącym świecie. Analizują, przestawiają, toczę bitwy, porażki, zmieniają historię. Choroba wczoraj, choroba jutra. Święta prawda o mnie. Uderzyło mnie to tak bardzo, że jeszcze bardziej zapragnęłam pozbyć się tego, co nie daje spać mi po nocach. Muszę zapomnieć o przeszłości i nie myśleć o zgubnej przyszłość. Jest tylko teraz, a teraz cię tu nie ma.
Opublikowano personal | Otagowano | Skomentuj