897.

Jedenaście nowych twarzy, a jednak nie wszystkie zupełnie nowe, niektóre z odległej przeszłości, nieświadomie zapisane w pamięci jeszcze z licealnych korytarzy; mój świat jest przerażająco mały. Jedenaście twarzy, które przez ponad miesiąc będę widywać regularnie, a potem staną się przeszłością, której należy unikać, bo życie jest wystarczająco niewygodne i niezręczne; mam nadzieję, że i mnie nie będą chcieli dłużej znać, nie warto. Jesteśmy tu na chwilę, w tej jednej sali, którą zapamiętamy jak swoje miejsca w szkolnych ławkach. Zatrzymuję się tu na moment, moje myśli wybiegają już w przyszły rok, bo w przyszłym toku mnie tu nie będzie, będę miała więcej krwi w organizmie i więcej siły, będę miała za sobą doświadczenie w kolejnej pracy i będę mogła znaleźć inną, będę tym kim chcę, a nie tym kim muszę. Tymczasem jest sympatycznie, brakuje mi czasu, stresuję się szukaniem stażu, myślę o tym, że idę na kolejne wesele sama, znowu nie mam sukienki ani czasu na jej kupienie, a ludzie mieszają mnie w dziwne sytuacje, których nie rozumiem. Tradycyjnie piszczy mi w uszach, spędzam dużo czasu na siedzeniu (przez co chętniej ćwiczę), jem porządne obiady i wstaję zbyt wcześnie, bo mój organizm tak chce. Znowu usłyszałam, że wyglądam na pięć lat młodszą i momentami nie wierzę, że to ciągle tak działa. Yes, I’m your sad baby girl.

Opublikowano personal | Otagowano | Skomentuj

896.

Może już niedługo zapomnę, że piszczy mi w uszach, choć wiem, że o tym nie da się zapomnieć, nigdy, mój najgorszy koszmar reszty życia, o którym nie potrafię przestać pisać od prawie ośmiu miesięcy. Myślę o żołnierzach, którzy ponieśli podobną szkodę na wojnie, nieustanne przebywanie w hałasie niszczy słuch. Myślę o sobie i tamtym pechowym dniu, cierpię cierpieniem nic nie wartym, cichym, niewidocznym, osobistym. Dawno temu nauczono mnie czynić znak krzyża, więc od tamtego dnia codziennie to robię, modlę się, jak zawsze, jak zwykle, więc jeśli nie wołam w trwodze, czy zostanę kiedyś wysłuchana, pytam, choć ciągle próbuję nie myśleć, że na coś czekam.

Następny tydzień zapowiada się emocjonująco (i obiecująco?), dużo niewiadomych, które mają sprawić, że przez kilka miesięcy będę opuszczać dom na pół dnia, wyrwę się ze stanu otępienia, przygnębienia i nieróbstwa, a w dodatku do moich kieszeni wpadnie parę gorszy (ale zanim to, upłynie dużo godzin na zadłużeniu), parę gorszy, które nie pozwolą mi spełnić danych obietnic, a złożyłam takich wiele mówiąc „jak będę mieć pracę i pieniądze na pewno was odwiedzę”, niestety, moje życie to tylko „walka” o przetrwanie, nic poza, nic z marzeń, nic, tylko aby nie brać z kieszeni mamy, bo moim wieku to wstyd i porażka. Ostrzegają, abym uważała, skoro jadę odbyć zaległe indywidualne poradnictwo zawodowe (które reszta grupy odbyła na miejscu) z przedstawicielem fundacji, w budynku, który wujek google pokazuje jako zakład niemający nic wspólnego ze szkoleniami, a jednak pojadę, zestresowana, bo jak opracować indywidualny plan działania, jeśli nie ma się żadnego planu na życie i wszystkie odpowiedzi na pytania brzmią „nie wiem”. Traktuję to poważnie, a jednocześnie jestem niepoważna, bo chcę zrobić z tego kolejną przygodę, aby nie marnować wybujałej wyobraźni, która kiedyś, aż trudno uwierzyć, była skąpa, o ile nie pusta. Ostatecznie poznawanie nowych ludzi jest fascynujące, choć ściska mój żołądek do granic możliwości. Liczę na kilka kilogramów w dół, bo jestem nierozsądna, liczę na to, w tym biegu, z braku czasu na jedzenie, z braku snu przez podwyższoną adrenalinę, z powodu dłużących się godzin na szkoleniach, bo każdy kilogram w dół będzie dodawał mi siły, lecz mówię sobie, tylko zdrowo, zrób to zdrowo moja panno, bo masz anemię, która wysysa siły, i powinnaś o siebie dbać. Tylko po co, tylko jak? Pół tego świata jest zmęczona, więc czemu miałabym być w połowie żywszej. My, pokolenie ludzi zmęczonych, którzy najchętniej przespaliby życie, ale biegniemy (czasem robiąc przystanki na odpoczynek, a wtedy pożera nas poczucie zmarnowanego czasu), bo nie mamy wyjścia, choć nie wiemy dokąd, i na mecie zamiast nagrody czeka tylko rozczarowanie.

Opublikowano personal | Otagowano , | Skomentuj