935.

„Czemu nic nie mówisz?” Nawet nie wiecie, ile razy usłyszałam to pytanie w ciągu ostatnich tygodniu i niewiarygodne, że do tej pory nie wymyśliłam sensownej odpowiedzi. Głupio mi, że na pytanie o milczenie odpowiadam niczym innym jak milczeniem. Co mam mówić? Jaki sens ma mówienie? Po co to wszystko? Po co ktoś chce usłyszeć mój głos? Przecież nie mam nic do powiedzenia, więc po co, po co mówić, że jest cholernie zimno, choć mamy końcówkę kwietnia jak wszyscy to czują, gdy opuszczają dom. Wyobrażacie sobie jak zabawna I żałosna jestem. Owszem, jestem. Jestem obrzydliwym stalkerem, znajduję informacje o osobach, nawet jeśli ich nie szukam, ale tak to już jest, gdy twoim istnieniem jest istnienie innych w twoich myślach. Jestem zmęczona. Mam tak dużo do przekazania, a nie potrafię tego wyrazić słowami, więc uparcie milczę, na złość sobie, bo ma dość prób, mam dość wszystkiego, a przede wszystkim siebie. Chciałabym obejrzeć dobry film, bardzo dobry, który mnie zabije, ale ważne, żebym po seansie nie została z poczuciem zmarnowanego czasu, bo czasu marnuję już wystarczająco dużo, moje życie to marnowanie czasu, nic więcej, i kilka wspomnień, które nieustannie przeszywają mnie na wylot i bardzo dobrze, bo nie mam nic poza kilkoma obrazami w głowie, które ostatecznie i tak są tylko wymysłem mojej wyobraźni. Widzicie, cały czas mam ten sam problem. Moje postrzeganie świata kontra świat realny, nigdy nie wiem co jest czym. Nawet nie wierzę już samej sobie. A czy kiedykolwiek byłam ze sobą szczera? Chyba tylko w tym, że nieustannie darzę się niechęcią, o której nikt nie wie. Dociera do mnie, że przy nikim nie potrafię być sobą, ciągle dostosowuję się do sytuacji i innych osób, nigdy na odwrót. Czym jest swoboda? Jak to jest mówić to co mamy na myśli? Jak to jest nie uśmiechać się, kiedy jest ci nie do śmiechu? Jak to jest jeść przy kimś bez poczucia winy i obrzydzenia do samej siebie? Jak to jest nie myśleć o tym, że nigdy nie jesteś ani uroczym, ani atrakcyjnym, choć czasem masz złudną nadzieję że może jednak jesteś? Jak to jest kończyć rozmowę bez złości na siebie, że nie powiedziało się tego, co chciało się powiedzieć, a innej szansy już nie będzie? Mam wrażenie, że się cofam, ale to nieprawda, po prostu nie zrobiłam nigdy kroku naprzód.

Opublikowano personal | Otagowano | Skomentuj

934.

Jestem rozkojarzona. Zapomniałam spytać Pana Boga, czy to jest dobry pomysł, to wszystko co planuję. Zapomniałam spytać, czy to dobry pomysł, żebyś znowu tu był. Tylko po co pytam, skoro sama udzielam odpowiedzi, bo nie potrafię jej usłyszeć, jakbym nigdy nie miała dojść do tego wielkiego momentu poznania. Przerasta mnie to, więc znowu uciekam, albo mówię “niech dzieje się co chce”, aby po chwili napełnić się obawą, że brak poczucia odpowiedzialności za słowa i czyny to najgorsze zło, jakie można wyrządzić. Może nie znam samej siebie, a może znam siebie za dobrze i przed tym właśnie uciekam. Nie wiem, czy to o czym myślę jest prawdą, czy tak bardzo chciałabym, aby i mi przydarzyła się taka historia, że wmawiam sobie prawdę. Czy kiedykolwiek odgadnę, o co w tym wszystkim chodziło? Pewnie dopiero po śmieci. Zasiądę przed malutkim telewizorem, gdzie wyświetlą mi film mojego życia, a na dole ekranu pojawią się napisy będące moimi słowami, które naprawdę chciałam wywiedzieć w danej sytuacji, a które nigdy nie padły z moich ust. Ale jeśli już niedługo ma nas nie być, to czy nie możemy ten ostatni raz zostać dobrymi przyjaciółmi? Ach Panie, Ty wiesz, i pewnie patrzysz z troską, bo znowu wszystko mi się pomieszało. Nie wiem, czego boję się bardziej, czy tego, że moje myśli mogą okazać się prawą, czy tego, że mogą okazać się kłamstwem. Mam wrażenie, że każda opcja mnie trochę zniszczy, ale może o to chodzi, o to, abym w końcu stała się kimś innym.

Opublikowano personal | Skomentuj